Fronołów nad Bugiem
Artykuły

Leśnicy gospodarujący w uroczysku Trojan i Fronołów

Leśniczy Marian Haładaj gospodaruje na 1339 ha drzewostanów leśnictwa Mierzwice. Składają się na to dwa główne kompleksy leśne – uroczyska Trojan i Fronołów (około 70 proc. powierzchni) oraz rozrzucona mozaika lasów państwowych i prywatnych. Przeważa siedlisko BMśw, a reszta to olsy i Bśw. Rocznie pozyskuje się w tym leśnictwie około 3300 m sześć, drewna i 500 m sześć. zrębków. Pozostałe drewno uzyskiwane jest z trzebieży i użytków przygodnych. Podstawowym gatunkiem jest sosna pospolita (około 50 proc.), brzoza (30 proc.) i dąb (20 proc.), a jako domieszka olsza, osika itp.

Rocznie odnawia się tam około 2 ha, a także zalesia blisko 15 ha gruntów porolnych przekazywanych przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, Dotychczas zalesiono już 60 ha takich powierzchni. Reszta zadań to pielęgnacje wczesne i późne, czyszczenia i trzebieże. Większość prac zlecanych przez leśniczego, wyznaczanych operatem urządzeniowym, wykonuje stale współpracująca od 1997 r. pięcioosobowa załoga ZUL, a w razie potrzeby pilnych, sezonowych prac dokooptowuje współpracowników.

Najważniejszym problemem w leśnictwie Mierzwice jest nadzór nad drzewostanami, a przede wszystkim zapobieganie kradzieżom drewna, wynikającym ze znacznego przemieszania lasów własności prywatnej, o niewielkiej szerokości, ale za to ciągnących się niejednokrotnie 2-3 km. Zdarza się więc, że drewno z lasów państwowych jest przeciągane na prywatną powierzchnię i tam mieszane z pozyskanym u siebie. Inną plagą są kradzieże drewna stosowego, tak perfidne, że wybierane są ze stosów pojedyncze wałki, ładowane do bagażników samochodów – ubytek jest bardzo trudno zauważyć.

To wszystko dodatkowo wymusza niemal stalą obecność w terenie leśniczego i wspierającego go podleśniczego Sławomira Maciejuka. Nie uskarżają się jednak na to, gdyż zwłaszcza leśniczy Marian Haładaj, z racji swojej pasji myśliwskiej, z przyjemnością bywa w lesie od zmierzchu do świtu, a później i w dzień, by wypełnić zadania służbowe. Innego rodzaju „zagrożeniem” jest nasilony ruch turystyczny oraz duża liczba ośrodków wypoczynkowych. W sezonie trzeba więc ze zdwojoną energią nadzorować drzewostany.

Leśniczy Haładaj ma 33-letni staż pracy w leśnictwie. Po ukończeniu Pomaturalnego Studium Leśnego w Porażynie odbył sześciomiesięczny staż w Nadleśnictwie Zbąszyń, po czym od marca 1972 r. rozpoczął pracę w Nadleśnictwie Sarnaki, jako leśniczy lasów niepaństwowych (wówczas nadzór nad takimi lasami był obligatoryjny). Przydzielono mu wówczas jako mieszkanie służbowe gajówkę Mierzwice. Funkcję tę pełnił przez 10 lat. Jego „rewir” obejmował teren kilku gmin.

Na przełomie roku 1979/1980, po tragicznej śmierci leśniczego leśnictwa Mierzwice, przejął część powierzchni, a w dwa lata później, po zmianie planu urządzania lasu, całe leśnictwo. Przez prawie 30 lat pracy teren leśnictwa nieco się zmieniał, ale głównie przybywało powierzchni w wyniku przekazywanych przez PFZ działek zdawanych przez rolników w zamian za emeryturę. Takie powierzchnie LP musiały obligatoryjnie przejmować. Doprowadziło to do tego, że obecnie leśnictwo to mozaika lasów państwowych i prywatnych.

Jak wspomina Marian Haładaj, gdy zaczynał pracę w latach 80., pozyskanie w jego leśnictwie sięgało 5 tys. m sześć. Pracowało u niego 12-15 pracowników stałych, nad którymi trzeba było sprawować nadzór, zaopatrywać w odzież, paliwo, posiłki regeneracyjne i napoje, a także dowozić na miejsce pracy. Mało tego – wszystko trzeba było rozchodować, rozliczyć, sporządzić dokumentację. Najpierw pracowali w leśnictwie bez ciągnika, więc trzeba było prosić rolników, by świadczyli usługi. Jedynym argumentem zachęcającym był przydział drewna, chociaż przy dużym areale lasów prywatnych bardzo wątłym. Prace zalesieniowe, odnowieniowe i pielęgnacyjne ratowało się ściągając do nich młodzież szkolną.

Z chwilą sprywatyzowania prac leśnych ubyło nam wiele obowiązków – mówi Marian Haładaj. Obecnie ludzie garną się do pracy, a że nasze nadleśnictwo płaci regularnie i o czasie, chętnych jest dużo. Choć uważa się za leśnika starej daty, szybko przekonał się do elektroniki i obecnie nie wyobraża sobie pracy bez rejestratora leśniczego oraz telefonicznego przekazywania danych do nadleśnictwa. Jednak nic nie jest w stanie zastąpić człowieka w lesie, jego doświadczenia w rozeznaniu mikrosiedlisk i gospodarskiej troski o drzewostany.

Leśniczy i podleśniczy przebywają w „swoim” lesie i służbowo, i prywatnie. Obaj bowiem polują, są więc w terenie i we dnie i w nocy. Przez to płoszą złodziei drewna, którzy nie są pewni dnia ani godziny. Najokazalszym trofeum łowieckim leśniczego Haładaja jest poroże łosia strzelonego w 1986 r., pótłopatacza, wyróżnione srebrnym medalem. Ma też bardzo silne oręża dzików oraz ciekawe poroża jeleni i koziołków. Od kilku lat jest łowczym obwodu. Na terenie leśnictwa jest sporo zwierzyny, spotkać tam można do pięciu łosi, osiem jeleni, 30 saren, kilkadziesiąt zajęcy i bardzo dużo lisów.

Marian Haładaj jest żonaty, ma syna, który – podobnie jak brat ojca i jego syn – są leśnikami. Tworzy się więc rodzinna tradycja pokoleń związanych z leśnictwem. Oprócz łowiectwa Marian Haładaj oddaje się pracy związkowej (dwie kadencje jest przewodniczącym ZLP), był także członkiem Kolegium LP, a ostatnio uczestniczył w zeszłorocznym, grudniowym spotkaniu w Jedlni z dyrektorem generalnym LP. Przez dwie kadencje byt też radnym gminy Sarnaki.


materiał pochodzi z czasopisma Głos Lasu, nr 2/2004

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *